Prawa człowieka

"Prawa człowieka" są ideą fałszywą. Z racji samego istnienia nie można niczemu przyznawać jakiegokolwiek prawa, byłoby to bowiem materializowaniem, w sensie czynienia ogólnym, jego istnienia. Materia wyczerpuje się w swej ogólności, jest więc przez to adekwatnie oddawana w pojęciu, którego naturę ma także prawo. Jeżeli coś ma do czegoś prawo już z tej racji, że istnieje, to jest ponad miarę zmaterializowane, przygwożdżone poza sobą, upadłe także głową, nie tylko nogami.
Materia jest prawdą, ale ponadmaterialność jest fałszem, gdyż zawłaszcza obszar, zatrzymywanego w tym celu, ducha. Jest próbą, zawsze skazanej na fałszywość, zawsze też z niecierpliwości się rodzącej, poręki prawdy materii. Chce tę prawdę uwyraźnić, ukazać, by ją, w niezgodzie z jej naturą jako statycznej, zabezpieczyć, a więc włączyć w swój ruch. W każdym bycie materia jest nieskończenie mała, ale jednocześnie cały ów byt spajająca. Rozciągła, niemonadyczna przestrzeń jest wszak obszarem ducha, przez ponadmaterialność ograniczanym.
"Prawa człowieka" ograniczają obszar ducha, chcąc mu bowiem wydeptać ścieżki, ułatwić więc drogę do celu, postawiły go, z istoty nie mogąc inaczej, przed ścianą zamalowaną celu tego wyobrażeniem. Nieprzestrzenność materii a, mieszcząca w sobie istnienie, przestrzenność ducha oznaczają, że człowiek jest przede wszystkim nim, spajanym tylko przez materię. Jest duchem, który może być poniżej istnienia, który jest też w stanie wznieść się ponad nie. To tam, w całym tym pod lub ponadegzystencjalnym obszarze winniśmy – miłością i sprawiedliwością, a zawsze, przewyższającą prawo, prawdą – odnajdywać człowieka.